Smoki, wycieczki i prawa Murphy’ego, czyli…

…o zlotach, wyprawach i cudnej pogodzie.

Dawno, dawno temu stado smoków zapragnęło zlotu.
No to zrobiliśmy.
Zapragnęło kontaktu z przyrodą.
No to poleźliśmy.
Pogoda cudna, słoneczko świeci, niebo niebieściutkie, woda takoż – bo to nad jeziorem było.
Napawamy się okolicznościami przyrody, ktoś pływa, ktoś moczy w wodzie łapki.
Sielanka.

Nagle!
Chmura.
Wielka, czarna, na horyzoncie się pojawiła, widać ją hen na drugim krańcu jeziora.

Pogoda się kaszani...

 

– No, to się pogoda skaszaniła… – stwierdza kolega. – Dobrze, że chociaż to w naszą stronę nie idzie…

Na co chmura radośnie skręca w naszą stronę właśnie.
Słoneczko w nogi, niebo poszarzało, woda nabrała koloru roztopionego ołowiu.
Cóż robić, zaczynamy się zbierać do powrotu z wycieczki.

– Dobrze, że chociaż nie pada… – komentuje kolega.

Pogoda kaszani się bardziej...

 

… kap… kap…kap…
No faaajnie, zaczyna mżyć. Wracamy leśną drogą, deszczyk kapie równo, ale nie nazbyt uciążliwie.

– No, pada… ale na szczęście nie leje… – postanawia skomentować kolega.

Jaka znowu pogoda?

 

SZZZZZSZZZZZZZZU!!!!

Z nieba spada ściana deszczu.
W mgnieniu oka nasiąkamy jak gąbki, wliczając w to również warstwy odzieży, o których grzeczność nakazuje nie wspominać. Jedynym suchym miejscem w całym zespole pozostaje wnętrze mojego plecaka – wodoodporne, skrywające telefony, dokumenty i inne ważne elementy.
Widoczność stabilizuje się jakoś w okolicy dwóch metrów, droga momentalnie zamienia się w uroczy strumyczek.
Leje tak, że zaczynamy się rozglądać, czy w trawie nie widać przypadkiem spacerujących ryb.
Wykazując się doskonałym wyczuciem sytuacji i odpowiednim refleksem, całe towarzystwo jednogłośnie NAKAZUJE koledze zaprzestać komentowania sytuacji.
ZANIM wspomni o burzy, wichurze, tornadzie czy jakiejś innej katastrofie.
Bo wiecie, moi drodzy… takich wyzwań wszechświatowi rzucać raczej nie należy.
Bez dalszych komentarzy szczęśliwie dopływamy do domu (tylko raz skręcając nie w tym miejscu gdzie trzeba, hurra, ta cudowna widoczność), wylewamy wodę z butów, suszymy się przy kominku i hektolitrach herbaty.
I tylko trochę szkoda, że nikt nie podsunął koledze pomysłu, żeby tak podał numery na szóstkę w totolotku…

Dragonlady 2016

Smok na wieży.

Smok na wieży.

Ledwo w to wierzę,
wlazł smok na wieżę,
narobił zdjęć,
bo taką miał chęć.

Lud był zdumiony,
smok zachwycony.
Rzecz oczywista
– smok to turysta!

Zamek odwiedzał,
muzeum zwiedzał
w pięknym Olsztynie,
gdzie Łyna płynie.

DL2015/2016, z pozdrowieniami dla forumek z FloraForum.

Grafika, ilustracje, rzeźba.