Get los!

Duchowa Tombola 2
Przypominam, że Fundacja Duch Leona, pomagająca zwierzakom zagrożonym wykluczeniem, organizuje Duchową Tombolę.
Szalejąc więc finansowo straszliwie 😉 i kupując numerek za całe poważne 9 zł pomaga się zwierzom i bierze udział w losowaniu rozmaitych nagród, gdyż numerek taki jest zarazem losem. I pomijając satysfakcję ze spełnienia dobrego uczynku, można jeszcze wylosować nagrodę. Przykładowo książki, zakładki, magnesiki na lodówkę. To raz w tygodniu. A na koniec Tomboli, w styczniu, rozlosowane zostaną jeszcze inne, poważniejsze nagrody.

Więcej informacji o akcji tutaj -> Duchowa Tombola na fejsie

Pudło.

Razu pewnego do domu przyjechało pudło. Karton, znaczy.
W pudle rzutnik do oglądania filmów i eksperymentów z grami, ale to akurat mniej istotna sprawa. Ważne jest pudło.
Po rozpakowaniu, gdy rzutnik powędrował w miejsce przeznaczenia, pudło chwilowo odstawione zostało pod pobliskie biurko.

Gdzie przyuważył je Jacek, kot. Pudło, czyli karton.

…karton…

KARTON.

Oj.

Kotem z dziada pradziada będąc, tradycję pragnąc podtrzymać i zwyczajom przodków nie chcąc się sprzeniewierzyć, zaczął kot Jacek do kartonu włazić, nie bacząc na niewygodę i nieadekwatne wymiary.
Nie mnie decydować, czy pudła, czy kota, dość że albo pudło zbyt wąskie, albo kot zbyt szeroki się okazał, włażąc więc szeleścił, szurał i gimnastykował się straszliwie.
I nagle pod biurkiem rozległ się rumor i łomot, kot wyfrunął spod blatu, niczym ninja rasowy robiąc w locie piękne salto, w przelocie kosząc jeszcze stojącą obok kuwetę (szczęśliwie zabudowaną…) i przyziemił, nastroszony niczym jeżozwierz z nerwicą, z oczami jak filiżanki i ogonem jak wycior do armaty. Stanął tak, pyskiem w stronę pudła (czyli kartonu), mierząc je wielce podejrzliwie i ze sporą dozą respektu.

Nie wiedząc co się właściwie stało, zbadaliśmy zagadnienie. Przyczyna robiących wrażenie akrobacji była prosta…
W pudle, po rozpakowaniu rzutnika, została napompowana powietrzem torebka zabezpieczająca zawartość przed uszkodzeniami. Taka bąbelfolia w wersji supersize… Pakując się do środka Jacek przebił ją pazurem, równocześnie naciskając swoim, niemałym przecież ciężarem. Całe to nabite w woreczek powietrze pufnęło w nie spodziewającego się napaści kota, atakując go z zaskoczenia, podstępem i bez ostrzeżenia. Tak niecnie zaatakowany kot zachował się wielce rozsądnie, wyskakując z pudła i wiejąc poza zasięg rażenia, stąd dziki fikołek i zjawiska towarzyszące.

… że też człowiek nie ma pod ręką kamery, kiedy się takie rzeczy dzieją… 😉

No masz ci los!

Duchowa Tombola 1

Trza kupić los!

Ależehę, zapytacie.
Otóż dlatego, gdyż i ponieważ, żeby pomóc.
Fundacja Duch Leona, pomagająca zwierzakom zagrożonym wykluczeniem, organizuje Duchową Tombolę.
Szalejąc więc finansowo straszliwie 😉 i kupując numerek za całe poważne 9 zł pomaga się zwierzom i bierze udział w losowaniu rozmaitych nagród, gdyż numerek taki jest zarazem losem. I pomijając satysfakcję ze spełnienia dobrego uczynku, można jeszcze wylosować nagrodę. Przykładowo książki, zakładki, magnesiki na lodówkę. To raz w tygodniu. A na koniec Tomboli, w styczniu, rozlosowane zostaną jeszcze inne, poważniejsze nagrody.

Więcej informacji o akcji tutaj -> Duchowa Tombola na fejsie

Placuszki dyniuszki.

Składniki na oko dobierane, w zależności od przewidzianej żarła ilości.
Osobiście sugeruję ilość słuszną i solidną, bo szybko znikają. Tym szybciej im więcej domowników ;).

Przygotować należy zatem:

– dyni piżmowej solidny kawał,
– dynię hokkaido odpowiedniej wielkości,
Może być pół na pół, może być więcej piżmowej.
– sera żółtego, smacznego, ładny kawałek do utarcia,
– mozarelli twardej (takiej bez zalewy), zdatnej do utarcia – kawałek podobny jak wyżej,
– jaje albo i dwa,
– mąki pszennej do zagęszczenia ciasta, szklankę lub więcej, zależy jak zaszaleliśmy z dynią,
– cebulę,
– przyprawy dosmaczne czyli sól i przykładowo pieprz czarny, pieprz ziołowy, odrobina czubrycy, kurkumy, czosnku granulowanego lub inne, co kto lubi.

Dynię piżmową przeciąć na połówki, usunąć nasiona, pozostałość obedrzeć ze skóry. Z powodu, że twarda gadzina, najprościej jest pociąć ją na grube plastry (ze 3 cm) i dopiero te plastry obierać.
Dynię hokkaido umyć, podzielić, usunąć nasiona, pozostałości ze skóry nie obdzierać. Nie ma po co, skórka jest zjadliwa i piecze/smaży się na miękko.
Obie dynie utrzeć na drobne wiórki, najlepiej za pomocą maszynki, z braku maszynki lub z nadmiaru czasu można i na tarce. Wrzucić do michy, osolić i wymieszać. Jeśli puszczą sok, należy go odlać, w razie potrzeby dyniowe trociny można nieco odcisnąć.
Utrzeć oba rodzaje sera, dorzucić do michy.
Wbić jajka.
Cebulę drobno posiekać, dorzucić.
Dosypać mąkę, dosmaczyć przyprawami. Porządnie wymieszać.
Odstawić na trochę. Jeśli dynie nadal puszczają sok i ciasto nieco się rozrzedziło, dosypać trochę więcej mąki, wymieszać.

Na patelni rozgrzać olej. Nabierać ciasto łychą, nakładać na olej formując placki. Smażyć z obu stron, na apetycznie i złociście-brązowo. Usmażone wykładać na talerz z papierowym ręcznikiem, osączać z nadmiaru tłuszczu.

Spożywać z apetytem, same lub z dodatkami. W razie potrzeby można odgrzewać w piekarniku.

Smocznego ;).

DL2016

Jesienno-zimowa nibypomidorowa.

Przygotować spory garnek, zebrać składniki.

Przyda się:
– coś mięsnego do nagotowania wywaru,
– mięso mielone na pulpeciki,
– włoszczyzna,
– sok pomidorowy,
– lubiane przyprawy,
– serek topiony,
– makaron.

Proporcje jak zwykle zależne od apetytu i ilości gości ;).

Do gara słusznej wielkości wrzucić kawałek żeberka albo innego nazupnego gnata, zalać wodą (ale nie za dużo).
Wrzucić 2-3 liście laurowe, parę ziaren ziela angielskiego i trochę więcej ziaren czarnego pieprzu.
Na razie nie solić.
Ugotować wywar.

W międzyczasie przygotować pulpeciki.
Mielone wrzucić do michy, dodać do smaku sól, pieprz ziołowy, czosnek granulowany, czubrycę, pikantną przyprawę do mięsa… lub doprawić inaczej, wedle swojego gustu i uznania. Do tego dorzucić surowe jaje (bez skorupki, zaznaczam ;)) i bułę tartą dla zagęszczenia. Opcjonalnie dorzucić inne lubiane dodatki. Porządnie wymieszać masę.

Do wywaru dosypać włoszczyznę w słusznej ilości. W wersji dla pracusia świeżo pokrojoną, w wersji leniwej może być mrożonka. Można również dodać trochę drobno pokrojonej papryki.
Dolać sok pomidorowy, najlepiej domowy, zagotować, popróbować i osolić (sok pomidorowy jest słony, trza spróbować żeby nie przesolić). Doprawić ziołami do smaku, ze wskazaniem na pikantne. Pasuje pieprz ziołowy, czosnek, czubryca, lubczyk, oregano, bazylia i podobne cuda.
Z mielucha formować małe pulpeciki, wielkości orzecha włoskiego i wrzucać do gotującej się zupy. Gotować do ugotowania pulpetów i miękkich warzyw. W trakcie gotowania, bez cienia litości utopić w zupie małą kostkę serka o pasującym do pomidorów smaku.
Popróbować, ewentualnie doprawić raz jeszcze – zup ma być gęstawy, gorący, pikantny i sycący ;).
Podawać ze smacznym makaronem. Albo ryżem, co kto woli.
Zabielać nie trzeba (serek), chyba że kto lubi.

Smocznego! 😉

DragonLady 2016