Jesienno-zimowa nibypomidorowa.

Przygotować spory garnek, zebrać składniki.

Przyda się:
– coś mięsnego do nagotowania wywaru,
– mięso mielone na pulpeciki,
– włoszczyzna,
– sok pomidorowy,
– lubiane przyprawy,
– serek topiony,
– makaron.

Proporcje jak zwykle zależne od apetytu i ilości gości ;).

Do gara słusznej wielkości wrzucić kawałek żeberka albo innego nazupnego gnata, zalać wodą (ale nie za dużo).
Wrzucić 2-3 liście laurowe, parę ziaren ziela angielskiego i trochę więcej ziaren czarnego pieprzu.
Na razie nie solić.
Ugotować wywar.

W międzyczasie przygotować pulpeciki.
Mielone wrzucić do michy, dodać do smaku sól, pieprz ziołowy, czosnek granulowany, czubrycę, pikantną przyprawę do mięsa… lub doprawić inaczej, wedle swojego gustu i uznania. Do tego dorzucić surowe jaje (bez skorupki, zaznaczam ;)) i bułę tartą dla zagęszczenia. Opcjonalnie dorzucić inne lubiane dodatki. Porządnie wymieszać masę.

Do wywaru dosypać włoszczyznę w słusznej ilości. W wersji dla pracusia świeżo pokrojoną, w wersji leniwej może być mrożonka. Można również dodać trochę drobno pokrojonej papryki.
Dolać sok pomidorowy, najlepiej domowy, zagotować, popróbować i osolić (sok pomidorowy jest słony, trza spróbować żeby nie przesolić). Doprawić ziołami do smaku, ze wskazaniem na pikantne. Pasuje pieprz ziołowy, czosnek, czubryca, lubczyk, oregano, bazylia i podobne cuda.
Z mielucha formować małe pulpeciki, wielkości orzecha włoskiego i wrzucać do gotującej się zupy. Gotować do ugotowania pulpetów i miękkich warzyw. W trakcie gotowania, bez cienia litości utopić w zupie małą kostkę serka o pasującym do pomidorów smaku.
Popróbować, ewentualnie doprawić raz jeszcze – zup ma być gęstawy, gorący, pikantny i sycący ;).
Podawać ze smacznym makaronem. Albo ryżem, co kto woli.
Zabielać nie trzeba (serek), chyba że kto lubi.

Smocznego! 😉

DragonLady 2016