Bajka straszliwa, o wiele mówiącym tytule: Wilk, Kapturek i nie ma Babci. :)

Biceps jak arbuz.

Razu pewnego po lesie krążył
Wilk, co do tego najczęściej dążył,
by się najadać jak najobficiej,
bo taki już miał sposób na życie.

Żeby problemów swoich nie mnożyć,
Wilk postanowił Kapturka spożyć,
po czym zakąsić Babcią sowicie,
a wszystko mlekiem popić obficie.

By plan swój niecny wprowadzić w życie,
Wilk za Kapturkiem podążył skrycie,
by móc Kapturka zaatakować,
gdy tylko okazja będzie gotowa.

Patrzy, coś duży jest ten Kapturek
i jakąś inną ma dziś figurę,
ma wielkie bary i strój sportowy,
toż to zawodnik jest przebojowy!

Zacukało się więc wilczysko:
Dziwne jest dzisiaj jakieś to wszystko,
Kapturek ciągle biega po lesie,
ale koszyczka ze sobą nie niesie.

Kapturek na to śmieje się z Wilka,
przysiadów śmiejąc się robi kilka,
po czym biegając chwilę dokoła
tak oto gromko do Wilka woła:

Wilku, do Babci ja się nie spieszę,
inną zabawą dzisiaj się cieszę,
Babcia coś robi całkiem innego,
ja sobie ćwiczę do upadłego.

I tu Kapturek okiem zabłysnął
i mięśnie napiął, pięści zacisnął
i spojrzał prosto w wilczyska oczy,
biceps jak arbuz wnet mu wyskoczył.

Wilk aż z wrażenia przełknął ślinę
i zrobił dziko przerażoną minę,
po czym zrozumiał bardzo dosłownie:
Przecież Kapturek lubi siłownię!

Wiele się po tym nie zastanawiał,
ogon podkulił i szybko nawiał,
do chatki Babci z rozpędu spieszy,
może choć tam się trochę pocieszy.

Dotarł i puka, tu wszędzie cicho,
Babci tu nie ma, co to za licho?
Tak całą chatkę wnet poprzeglądał,
zajrzał dokładnie do każdego kąta.

I nie ma ciuchów i nie ma kapci,
nigdzie tu nie ma ani śladu Babci,
co to się dzisiaj z tą Babcią stało?
Babcia tu przecież zawsze siedziała…

Wilk tylko patrzy, nic nie rozumie,
bo Babci znaleźć wciąż tu nie umie,
nie ma tu nadal ani Babci śladu,
oj, chyba nici będą dziś z obiadu.

Tak się tym dziwnym zjawiskiem zdumiał,
że sam z chałupki wyjść już nie umiał,
po czym Gajowy go przyuważył,
prędko go złapał i kajdanki włożył.

Smutną ma minę teraz wilczysko:
– Szefie, wytłumacz mi, proszę, wszystko,
bo Babci znaleźć ja tu nie umiem…
Co się dziś stało? Nic nie rozumiem!

Uśmiał się na to wielce Gajowy:
– Wbij do kudłatej wilczej swej głowy,
że teraz czasy są całkiem nowe
i wszystkie babcie chcą być szałowe.

Teraz zupełnie inne są babcie,
nudzą je bardzo domowe kapcie,
babcie chcą jeszcze bawić się dobrze,
myślę, że przecież to całkiem mądrze!

Babci już teraz nie uświadczysz w domu,
wczoraj uciekła nam po kryjomu
i na wycieczkę gna w ciepłe kraje,
Babcią to ty się już tu nie najesz.

Zabrał wnet dzielny Gajowy Wilka,
sędzia Wilkowi dał latek kilka,
Kapturek się tym nawet ucieszył
i na siłownię z chęcią pospieszył.

Tej bajce koniec już się należy,
Babcia gdzieś sobie na plaży leży,
Kapturek się dzielnie na siłowni biedzi,
a biedny Wilk za niewinność siedzi.

😉

Pomysł, tekst i cała reszta moje.  🙂
DL2015

Horror samoprzylepny.

Historyjka wspominkowa, na faktach oparta.

Widzieliście może kiedyś takie horrory, w których za przerażonym bohaterem (płci dowolnej) uparcie podąża czarny charakter?
Krok w krok, nie odpuszczając ani na sekundę?
Widzieliście. Na pewno widzieliście.
No to posłuchajcie, tfu ;), poczytajcie.

Jacuś, czyli mój osobisty kot ilustratora, też miał kiedyś przygodę tego typu.
Horror na żywo. Zgroza, panika i stany pokrewne.
Dzieliłam się kiedyś fiołami z dziewczynami z mojego ulubionego forum, czyli mówiąc prościej, wysyłałam w paczkach listki do ukorzenienia, pakując je jak na przejście tornado i inne przygodne kataklizmy – bąbelfolia, woreczki, papiereczki i inne takie.
Kto coś pocztą słał i mu pognietli, zrozumie.
A żeby bałaganu w przesyłkach nie robić, każdy listek opisywałam grzecznie, choć nie do końca wyraźnie. Na naklejkach cenówkach, takich małych, samoprzylepnych.
Na to wszystko napatoczył się Jacuś, który oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie wpakował się w sam środek jakże interesującego zjawiska.
I wdepnął.

Centralnie i taktycznie, w sam środek papierków, karteczek i nalepek.
W cenówkę.

Cenówka zadziałała niecnie i podstępnie,  błyskawicznie skorzystała z okazji i wykonała w 100% swoje życiowe zadanie, czyli przylepiła się. Traf chciał, że do zadniej kociej łapy, co kotu wcale się nie spodobało. Zdecydowanie nie spodobało.
Ruszył więc z miejsca, chcąc pozbyć się prześladowcy.
Cenówka z nim.
Skoczył z biurka, trzęsąc każdą łapą po kolei.
Cenówka z nim.
Przebiegł po kanapie, wierzgając kończynami coraz bardziej rozpaczliwie.
Cenówka z nim.
Przegalopował po pracowni, już w dzikiej panice, ze ślepiami wielkości talerzyków i łapami machającymi jak skrzydła od wiatraka. Wiatraka w huraganie.
Cenówka nadal z nim, niewzruszona.
Tu już kot spanikował totalnie, nie rozumiejąc zupełnie co za pasożyt straszliwy przyssał mu się do kończyny i bliski zawału (kot, nie pasożyt) ruszył w kolejną rozpaczliwą rundę po pracowni, po blatach, biurkach i innych meblach.
Cenówka oczywiście z nim.
Jak się czepiła, tak trzyma. Dobry klej robią, nie ma co.
Całe to spanikowane bieganie trwało raptem parę sekund, w czasie których kot osiągnął prawie pierwszą kosmiczną, a reszta otoczenia zamarła w milczącym podziwie, obserwując cudnej urody widowisko…
…po czym kociasty został uratowany – skoczyłam, złapałam, przycisnęłam zjeżone nieszczęście do biurka i odkleiłam cenówkę z pazurzastej łapy machającej jak śmigło od kosiarki.
Bez strat i uszkodzeń w swojej oraz kociej anatomii.
Cudem zapewne.
Uwolniony kot oklapł, odetchnął głęboko, po czym usiadł i z nieopisanym OBRZYDZENIEM na pyszczku przystąpił do pucowania uratowanej kończyny.
A bo to wiadomo, co w tym kleju było?
😛

DragonLady 2016